Przeczytaj artykuł o święciechowskich śladach Józefa Zeidlera, wybitnego muzyka i kompozytora ery klasycyzmu.
https://nowe.muzeum.gostyn.pl/wp-content/Dzieje_Gostynia/dg016.pdf
Przeczytaj artykuł o święciechowskich śladach Józefa Zeidlera, wybitnego muzyka i kompozytora ery klasycyzmu.
https://nowe.muzeum.gostyn.pl/wp-content/Dzieje_Gostynia/dg016.pdf
„Nie mogę was opuścić, dzieci moje…” – Wspomnienie o śp. ks. prałacie Karolu Meissnerze (1871-1949)
Ks. Robert Kufel , Tygodnik Katolicki Niedziela, Nr 48/2000 [skrót]
[…] Ksiądz Karol Meissner urodził się 24 września 1871 r. w Święciechowie (archidiecezja poznańska). […] Ojciec zmarł, kiedy Karol uczył się w gimnazjum. Matka sama wychowywała syna i troszczyła się o jego dalsze wykształcenie. W 1892 r. Karol zdał maturę i wstąpił do seminarium duchownego w Poznaniu. W 1896 r. otrzymał święcenia kapłańskie z rąk arcybiskupa gnieźnieńskiego i poznańskiego dr. Floriana Stablewskiego.
Po święceniach tylko przez 3 miesiące był wikariuszem w Czarnkowie. Następnie został przeniesiony do Trzciela, gdzie pełnił funkcję administratora parafii. W 1898 r. został mianowany proboszczem w Starym Bojanowie koło Kościana. W 1901 r. władza duchowna przeniosła go do Międzychodu, gdzie pozostał proboszczem przez 11 lat.
W 1912 r. ks. Karol Meissner otrzymał parafię w Babimoście. Władze pruskie spodziewały się, że Ksiądz Proboszcz zgermanizuje babimojską parafię, która posiadała polską tradycję narodową. Wbrew oczekiwaniom władz to parafianie „spolonizowali” swego Proboszcza! Ks. Karol Meissner stał się gorliwym opiekunem i przyjacielem miejscowej ludności polskiej. Rozwinął w parafii działalność Towarzystwa Młodzieży Polskiej. Zachęcał księży w dekanacie, aby odprawiali nabożeństwa po polsku, aby uczyli się języka polskiego i poznawali historię regionu. W czasie powstania wielkopolskiego w 1918 r. zastępował polskiego proboszcza w Nowym Kramsku, którego poszukiwała niemiecka policja. Kiedy wybuchła II wojna światowa, mimo zakazu okupanta, słuchał spowiedzi po polsku. Pod osłoną nocy spowiadał Polaków z całej okolicy, m.in. z Kopanicy, Nowego Tomyśla i Zbąszynia. Na zarzuty łamania prawa, stawiane przez Gestapo, odpowiadał: „Każdy człowiek, który przychodzi do mnie po pociechę religijną, jest moim parafianinem; pociechy tej odmówić mu nie mogę i nie chcę. Będę dalej słuchać spowiedzi po polsku” . Pewnego razu polskie dziecko spowiadało się w języku niemieckim. Ksiądz Prałat powiedział: „Drogie dziecko, grzeszyłoś po polsku, to i spowiadaj się teraz po polsku, ja ci pozwalam”. Gestapo przeznaczyło ks. Prałata do obozu koncentracyjnego. Wyroku jednak nie wykonano z powodu wielkiego przywiązania i autorytetu, jakim ks. Meissner cieszył się u ogółu ludności.

Ks. Prałat był honorowym gościem tzw. „majówek”, organizowanych każdego roku w Podmoklach. Mieszkańcy Babimostu nieraz zarzucali mu, że więcej kocha podmoklan niż ich. Wówczas ks. Meissner mówił, że rzeczywiście niektórzy babimojszczanie zrażają go tym, że zapierają się polskości dla zrobienia kariery.
W 1946 r., z okazji 50-lecia kapłaństwa Księdza Prałata, parafianie przygotowali dla niego wspaniałą uroczystość. Rano w dniu jubileuszu zgromadzili się przed plebanią i przywieźli zebraną żywność oraz zboże. Następnie wprowadzili Jubilata do kościoła, gdzie odprawił Mszę św. w swojej intencji. Podczas Mszy św. powiedział do wiernych: ” Nie mogę was opuścić, moje dzieci. Nie mogę”.
Ks. prałat Karol Meissner był pobożnym i gorliwym kapłanem. Codziennie szedł do kościoła na adorację i odmawiał modlitwy brewiarzowe przed Najświętszym Sakramentem. Dbał także o religijność wiernych i chętnie im służył. Od godz. 6.00 oczekiwał penitentów w konfesjonale. W 1948 r. urządził misje św., które prowadzili ojcowie oblaci. Ksiądz Prałat pracował bardzo intensywnie i nie oszczędzał zdrowia. Wskutek przepracowania zachorował na serce.
Zmarł 10 listopada 1949 r. w szpitalu św. Jadwigi w Trzebnicy. Pogrzeb odbył się 16 listopada 1949 r. w Babimoście. W kronice parafialnej napisano o Księdzu Prałacie: „był ojcem dla wszystkich… bez względu na stan, wiek i narodowość. Kochali go wszyscy; starzy i młodzi, Niemcy i Polacy”.
W 1996 r., z okazji 125. rocznicy urodzin ks. prałata Karola Meissnera, mieszkańcy Babimostu i okolic ufundowali pamiątkową tablicę, która została wmurowana przy kościele w jego miejscowości rodzinnej – w Święciechowie. Rocznicowa tablica, świeże kwiaty i znicze na jego grobie dowodzą, że pamięć o nim jest ciągle żywa.
[General Dirrektorium Südpreusen, Titel LXXII, Ortschaften No 1446, Preußischer Staatsarchiv Berlin]
| Lista właścicieli nieruchomości:
1. Schumacher Haus [dom szewca] |
104. Jakob Miser 105. Witwe Kautschin [wdowa] 106. Josef Langner 107. Josef Jaur 108. Benedict Fibig 109. Josef Meisner 110. Anton v. Kintzel 111. Valentin Karsch 112. Martin Janoski 113. Martin Janoski 114. Anton Herbricht 115. Jakob Heintze 116. Johann Weltz 117. Anton Guenther 118. Anton Wusbel 119. Witwe Leuschner [wdowa] 120. Jakob Rösler 121. Mathäus Klupsch 122. Christian Zenke, Litzgasse 123. Witwe Zugehörin [wdowa] 124. Johann Thiel 125. Martin Schöpin 126. Witwe Grunwaldin [wdowa] 127. Witwe Ratzin [wdowa] 128. Johann Rösler 129. Johann Schlabs, später [później] Wagner Martin 130. Johann Riester 131. Augustin Weigt, Rademacher [kołodziej] 132. Adalbert Scholtz, Leinweber [tkacz] 133. Anton Donder 134. Matchias Schlabs 135. Matchias Schlabs 136. Michael Gertig 137. Anton Leuschner 138. Anton Heinricht, Schenker [szynkarz, karczmarz] 139. Witwe Nitschin [wdowa] 140. Augustin Schultz 141. George Tschepan 142. Bernard Walicht 143. Martin Gaumer 144. Melchior Prause 145. Witwe Schadin [wdowa] 146. Valentin Mentzel 147. Anton Fritsch 148. Anton Zimmer 149. George Mill 150. Josef Thamm 151. Valentin Langner 152. Kämmerer Bernert [skarbnik] 153. Aug. Zimmer 154. Anton Keller 155. George Meisner 156. Anton Langner 157. Anton Leuschner 158. Valentin Marker, Innungmeister der Schuhmacher [mistrz cechu szeców] 159. Witwe Ulrichin [wdowa] 160. Anton Langner 161. Josef Schöpe, iun. 162. Johann Zenke 163. Josef Schöpe, Nebenältester [starszy cechu] 164. Witwe Wendin [wdowa] 165. Jakob Bener, Chirurg [chirurg] 166. Johann Klupsch 167. Mathias Preis 168. Valentin Jierkowicz 169. Franz Spoth, Brantweinn – Brenner [gorzelnik] 170. Anton Walter 171. Anton Gumpricht, Sattler [rymarz, siodlarz] 172. Silvester Schöpe 173. Herrschastl. Gasthoft [oberża, zajazd, karczma] 174. Mathias Braun, Schenker [szynkarz, karczmarz] 175. Anton Prause 176. Martin Kauschel 177. Jos. Jierkowicz 178. Valentin Jauch 179. Anton Kuchn 180. Andr. Guenther 181. Math. Mentzel 182. Andr. Hübner, Schenker [szynkarz, karczmarz] 183. Lorentz Mentzel 184. Josef Meißner, Schenker [szynkarz, karczmarz] 185. Franz Mill 186. Math. Weigt, Müller [młynarz] 187. Josef Wahl 188. Anton Joite 189. Ant. Spöthe (Späth?), Müller und Schenker [młynarz i szynkarz] 190. Witwe Weitzin [wdowa] 191. Andr. Łęcki 192. Ant. v. Kuntzel, Ackerbürger [rolnik, obywatel miasta] 193. Jos. Tschepan 194. Benedict Birschke 195. Jakob Heinricht 196. Anton Scholtz 197. Josef Stolpe 198. Witwe Pfennigin [wdowa] 199. Jakob Wandelt 200. Ant. Hoffmann, Weber [tkacz] 201. Math. Sendler 202. Philipp Bauer 203. Fleisher Haus 204. Jos. Nitsche 205. Josef Ladek, Weber [tkacz] |
|
Lista komorników, najemców bez własnej nieruchomości: 1. Anton Jagsch |
Wyżej wymieniony stan na dzień 1 września 1803 roku potwierdził podpisem:
1. Mathias Kirschke als Stadtältester [starszy miasta]
2. Josef Schöpe als Nebenältester [starszy cechu]
3. Karstein (Pol. Bürgermeister) [burmistrz]
4. Bernert (Kämmerer) [skarbnik]
5. Schultz
Struktura demograficzna:
W roku 1800 miasto Schwetzkau ( Święciechowę) zamieszkiwało:
1. Mężczyzn – 251
2. Kobiet – 260
3. Synów do lat 10 – 198
4. Synów powyżej lat 10 – 163
5. Córek do lat 10 – 190
6. Córek powyżej 10 lat – 140

Święciechowa (Schwetzkau) była kiedyś miastem wiatraków. W 1800 roku istniało tutaj 20 wiatraków [1]. Do naszych czasów przetrwał tylko jeden, wiatrak Józefa Miesera.
Święciechowski wiatrak jest wiatrakiem kozłowym, czyli tzw. koźlakiem. Cały trzykondygnacyjny budynek wiatraka wraz ze skrzydłami jest obracalny wokół pionowego, drewnianego słupa na podparciu budynku wiatraka, noszącego nazwę kozła, który zajmuje pierwszą, dolną kondygnację. Na kondygnacjach środkowej i górnej odbywała się produkcja mąki. Do obracania całej konstrukcji służył wystający z tylnej (przeciwnej skrzydłom) ściany wiatraka długi dyszel, współpracujący z kołowrotem, za pomocą którego następowało nastawianie budynku skrzydłami do kierunku wiatru. Aby tego dokonać, potrzebna była siła zwierząt lub kilku ludzi.
Pierwotnym właścicielem wiatraka był Józef Mieser, ur. 12 marca 1840 roku w Świeciechowie, syn rolnika i obywatela miasta Jakuba Miesera i Apoloni z d. Raunke.
Z Księgi Ochrzczonych [Liber Baptizatorum] parafii Święciechowa możemy odczytać, że 15 marca 1840, podczas chrztu w święciechowskim kościele pw. Św. Jakuba, chrzestnymi Józefa byli: Karol Soendler – młynarz i Katarzyna Kurtz – żona obywatela miasta i rolnika. Można przypuszczać, że młody Józef wychowywał się w otoczeniu rolników i młynarzy i być może był do tego zawodu przysposabiany przez swojego chrzestnego, z zawodu młynarza.
Józef Mieser w 1869 roku ożenił się z Brigidą Schlabs, córką Jakuba i Brigitty z d. Prause, urodzoną 16 stycznia 1848 roku w Święciechowie.
Na swojej ojcowiźnie, prawdopodobnie z pomocą pieniędzy pochodzacych z posagu swojej żony, wybudował wiatrak. Na mechaniźmie wiatraka znajduje się napis: I[ozef] Mieser, 1878. Datacja co prawda pochodzi z roku 1878, ale już w roku 1870, gdy Józefowi Mieserowi 7 listopada rodzi się córka Alma Maria, Księga Ochrzczonych parafii Święciechowa wymienia go jako młynarza [łac. molitor]. Gdy dalej zagłębimy się w zapisy tej ksiegi, zobaczymy podobne zapisy przy okazji urodzin następnych dzieci: Anny Marii -19 lipca 1871 roku, Karola – 8 września 1873 roku, Marty – 17 września 1877 roku, Pawła – 21 kwietnia 1883 roku i Marii – 20 stycznia 1885 roku. Wszędzie tam Józef Mieser jest wymieniony jako młynarz.
Z kolei przy okazji narodzin dwojga pozostałych dzieci: Józefa – 25 października 1879 roku i Marii Brigitty – 4 sierpnia 1881 roku Józef Mieser jest wymieniony w księgach parafialnych jako piekarz [łac. pistor].
Józef Mieser zmarł tragicznie 26 listopada 1886 roku w Święciechowie w wieku 46 lat. Podczas pracy wpadł w obracające się koła mechanizmu wiatraka. W Księdze Zmarłych [Liber Mortuorum] parafii Święciechowa zapisano przyczynę śmierci – pochwycony i pocięty przez koła [łac. rotis prensus dilaniatus].
Córka Alma Maria Mieser w roku 1890 wyszłą za mąż za Franciszka Jana Englischa, druga córka, Marta, w roku 1899 wyszła za mąż za Józefa Michała Scholza, Paweł Mieser, będąc w wojsku w 9 Rheinisches Infanterie-Regiment Nr. 160 w Bonn, ożenił się w 1912 roku w Święciechowie z Marią Heleną Schulz.

Po śmierci Józefa wiatrak przeszedł w ręce najstarszego syna, Karola Miesera. Adnotacja o wykonywanym zawodzie młynarza [Müller-młynarz] została wpisana do aktu małżeństwa przez urzędnika stanu cywilnego w 1912 roku, kiedy Karol występował jako świadek na ślubie swojego brata, Pawła.
Wiatrak został sprzedany w okresie międzywojennym.
Wiatrak Józefa Miesera w 1988 roku został wpisany do rejestru zabytków. Obecnie w wiatraku znajduje się Izba Regionalna pod patronatem Samorządowego Ośrodka Kultury w Święciechowie.
Źródła:
[1] „Städtebuch des Landes Posen”, Heinrich Wuttke, Leipzig, 1864 r.
Ksiądz Michał Mentzel, proboszcz śremski, społecznik i kreator pracy organicznej, opiekun ubogich. Urodził się w roku 1819 w Święciechowie (Schwetzkau) w Wielkim Księstwie Poznańskim. Był synem Mateusza i Teresy z d. Meisner. Urodził się, dorastał i pracował w Wielkopolsce, będącej pod panowaniem pruskim, jako konsekwencji zaborów 1772-1795.
W latach 1837-1844 uczęszczał do gimnazjum w Trzemesznie, prowadzonego przez swojego wuja, Jakuba Meisnera (Meissnera), również pochodzącego ze Święciechowy, dyrektora gimnazjum trzemeszeńskiego, który kierował szkołą w Trzemesznie w okresie Księstwa Warszawskiego w latach 1807-1815 i później aż do roku 1844. W tej szkole Michał Mentzel zdobył wykszałcenie i ugruntował swoją społeczną i narodową postawę. (Zasługą Jakuba Meissnera było utrzymanie polskiego charakteru szkoły po roku 1815. To również dzięki Jakubowi Meissnerowi Hipolit Cegielski, założyciel Zakładów Cegielskiego w Poznaniu, skoligacony z rodziną Meissnerów, w 1827 roku otrzymał bezpłatne mieszkanie i pomoc w nauce w trzemeszeńskim gimnazjum). Michał Mentzel po ukończeniu gimnazjum wstąpił do Seminarium Duchownego w Poznaniu, odbywał też praktyki teologiczne w seminarium w Gnieźnie. W 1848 roku otrzymał święcenia kapłańskie. Przez krótki czas był wikariuszem przy katedrze poznańskiej. Na zachowanym dokumencie chrztu z lutego 1849 roku widnieje jako kapłan udzielający tego sakramentu w parafii Kicin [1].
Ksiądz Michał Mentzel 1 maja 1849 roku został skierowany przez władze kościelne i rządowe jako kapelan wojskowy w okolice Głogowa do 19 Pułku Piechoty (19 Infanterie-Regiment) [2]. Był to tzw. pułk poznański, który w 1848 roku w związku z powstaniem wielkopolskim 1848 roku, jako niepewny politycznie, został wyprowadzony z Poznania i przeniesiony do Zgorzelca (Görlitz) i Lubania (Lauban). Pułk ten, ze względu na dużą liczbę Polaków w nim służących nazywany był „pułkiem Kaczmarków”.
Rzeczywista i całkowita władza w Wielkim Księstwie Poznańskim a od 1848 roku Prowincji Poznańskiej (administracja pruska zmieniła nazwę na Prowincja Poznańska – Provinz Posen), należała do nadprezydenta. Był on pełnomocnikiem króla i w jego imieniu sprawował nadzór nad wszystkimi sprawami dotyczącymi Księstwa. Na szczeblu powiatu władza należała do radcy ziemskiego (landrata).

Kiedy w 1855 roku odbywały się wybory, władze za wszelką cenę chciały ograniczyć możliwość zdobycia mandatow sejmowych przez Polaków. Landraci zostali zobowiązani do sporzadzania raportów na temat zachowania się duchowieństwa.

[… Starannie przez władze przygotowana akcja wyborcza w r. 1855 przyniosła Niemcom oczekiwany sukces; tylko 6 posłów polskich uzyskało wówczas mandaty sejmowe. […] Prawybory jednak wykazały już znaczną przewagę Niemców, dlatego wielu księży, którzy otrzymali mandat wyborców, nie chcąc głosować na niemieckich kandydatów, w ogóle nie stawiło się do wyborów II stopnia lub ostentacyjnie opuszczało lokal wyborczy nie oddawszy głosu. Do rzadkości należały przypadki, kiedy ksiądz otwarcie wobec władz dawał wyraz swym przekonaniom, tak, jak to uczynił ks. Mentzel w Śremie, który indagowany przez landrata oświadczył krótko, że jest Polakiem i zna swoje obowiązki…] [4]
Ksiądz Michał Mentzel, wychowanek trzemeszańskiego gimnazjum, kuźni patriotów, nie ulegał namowom von Puttkammera i na każdym kroku bronił polskich mieszkańców Śremu. Dla umocnienia życia katolickiego i narodowego, ksiądz Michał Mentzel sprowadził do Śremu Jezuitów. Było to karkołomne zadanie, pruskie władze w 1833 roku przeprowadziły konfiskatę zakonów i aby to było możliwe, użyto sprytnego wybiegu – klasztor zaistniał jako prywatna własność śremskich ziemian w wykupionym, starym, rozsypującym się, pochodzącym jeszcze z 1623 roku, pofranciszkańskim budynku.[… Misyonarze pracowali w odnowionym t.[utejszego] r.[oku] swym kościółku i w farze śremskiej, zaproszeni przez życzliwego im proboszcza Mentzla, i rozjeżdżali się na misye ludowe po Księstwie. Nie podobało się to Puttkamerowi i gorszemu od niego następcy Boninowi, więc uzyskali w ministeryum kultu dwa obostrzenia, raz, że Jezuitom obcokrajowym nie wolno mówić kazań, spowiadać i t. d., tylko w własnym kościele śremskim; powtóre, że o każdej misyi donieść mają przez landrata do regencyi i uzyskać pozwolenie rządu…][5] [… Ażeby zaś to wszystko odpowiadało zwyczajom zakonnym, zjechali w październiku t.r. O.Kamieński z bratem Janem Plaskim do Śremu, i zamieszkawszy u zacnego proboszcza Michała Mentzla, kierowali wykończeniem i urządzeniem domu, i z końcem grudnia przenieśli się do niego, oni i O.Biehl przysłany z Obry. Przybyli z niej w styczniu inni księża i bracia, tak, że 2 lut. 1855 w dzień Matki Boskiej gromnicznej, nastapilo uroczyste otwarcie „Domu misyjnego w Śremie”, zamienionego 1866 r. na rezydencyę. […] Nie wspominam o nabożeństwach i pracach w jubileuszu 1866 r. za prześladowaną srodze Polskę, przez Piusa IX ogłoszonym, a w archidyecezyi w październiku odprawionym, za które otrzymali od konsystorza poznańskiego dekret pochwalny, o uroczystościach beatyfikacyjnych bł. Piotra Kanizego 1866 r., na które 27 księży i do 2.000 ludu przybyło…][6]Ksiądz Michal Mentzel obronił w 1866 roku śremski klasztor przed ingerencją władz, które chcialy go wykorzystać na szpital wojskowy.
[… Prowincyonalna intendantura pruska korpusu V w Poznaniu, przygotowując szpital wojskowy na 1.000 łóżek w Śremie, zażądała dnia 30 czerwca 1866 r. od konsystorza poznańskiego opróżnienia klasztoru śremskiego, w którym do 150 łóżek pomieścić można, a tylko 8 zakonnikow tam mieszka. Konsystorz 2 lipca zwrócił się do proboszcza Mentzla, żądając informacyi. Proboszcz odpowiedział, że klasztor jest własnością prywatną i małych rozmiarów i że księży z niego usuwać nie można, bez wywołania rozjątrzenia i niechęci ludu okolicznego, który się do ich kościółka gromadzi tłumnie. W tym sensie odpowiedział konsystorz 7 lipca (Acta Prov.Galic. t.24) … ][6]Ksiądz Mentzel dbał o szkolnictwo Śremu. Należał do komisji programowej oraz kuratorium śremskiego progimnazjum. Walczył o polski i katolicki charakter szkoły, domagał się, aby szkołę obsadzić tylko nauczycielami katolickimi i aby językiem wykładowym był język polski. Protestował, kiedy w październiku 1857 roku wybrano nadzór szkolny, w którym czterech członków było protestantami a dwóch katolikami. W tym czasie w Śremie zamieszkiwało 2331 katolików i 897 protestantów. Ksiądz Michał Mentzel był jednym z prekursorów pracy organicznej, twórcą i członkiem honorowym Towarzystwa Przemysłowego w Śremie p.w. Św.Wojciecha. Utrzymywał bliskie kontakty z mieszkającym w pobliżu Śremu hr. Cezarym Augustem Platerem, powstańcem listopadowym, kuzynem Emilii Plater, zagorzałym patriotą i bojownikiem o wolność Polski, społecznikiem o wielkich horyzontach. W pracach na terenie parafii pomagali mu: wikariusz ksiądz Florian Stablewski, późniejszy arcybiskup i prymas Polski, założyciel „Przewodnika Katolickiego” oraz Drukarni Św.Wojciecha w Poznaniu (od roku 1866) i wikariusz ksiądz Stanisław Nalentz (od roku 1868).

[ Dnia 3 grudnia 1889 zgasł po tygodniowej chorobie długoletni proboszcz śremski, ks. Michał Mentzel, w siedemdziesiątym pierwszym roku życia. Urodzony w Święciechowie, mieście, które Kościołowi dało niemały poczet zacnych i gorliwych kapłanów niemieckiej narodowości, dostał się około roku 1840 do gimnazjum trzemeszeńskiego, którego kierownikiem był podówczas jego wuj, Jakub Meissner. Dyrektor Meissner pochodził także ze Święciechowy i zajął się szczerze swoim siostrzeńcem. Ks. Mentzel złożył w pierwszych latach piątego dziesięciolecia (około roku 1842 czy 43) popis dojrzałości, a będąc przez rodziców wychowany i utwierdzony w zasadach świętej wiary i rzetelnej pobożności, i czując w sobie nieprzeparty pociąg do stanu duchownego, wstąpił niezwłocznie do seminarium poznańskiego, a po ukończeniu kursu teoretycznego, przeszedł do seminarium praktycznego w Gnieźnie, któremu podówczas przewodniczył ksiądz Kidaszewski, kapłan słynący z gruntownej nauki i prawdziwej świętobliwości. Wyświęcony na presbitera, pracował krótki czas przy katedrze poznańskiej jako wikariusz, po czym go rząd w porozumieniu z władzą duchowną powołał na kapelana wojskowego. Na tym stanowisku przetrwał lat około siedmiu, po czym ofiarowano mu probostwo śremskie, które zawakowało było po śmierci ks. Strybla. Było to roku 1855. Ale zdrowie jego już wtedy było mocno zachwiane, a częste wyjazdy do różnych wód i kąpieli chwilową tylko i krótkotrwałą przynosiły mu ulgę. Mimo to dom jego był miejscem, w którym lubili się gromadzić wszyscy, co znali zacny jego charakter i rzadkie przymioty duszy. Bliskie jego pokrewieństwo z dyr. Meissnerem, spowinowacenie z rodzinami Tańskich, Kmitów, zatarły w nim wszystkie cechy obcoplemienności i zrobiły z niego szczerego Polaka. Obiegały swego czasu wieści, iż przed ofiarowaniem mu tej posady, (którą obsadza rząd), chciano na nim wymóc pewne ustępstwa na korzyść narodowości niemieckiej i spodziewano się w nim znaleźć powolne narzędzie; mocno się jednak zawiedziono. Nieboszczyk żył wyłącznie z polskimi rodzinami. Zmarły przed kilkunasto laty hr. Cezary Plater z Góry, zaszczycał go aż do końca dni swoich szczególnym zaufaniem i przyjaźnią i obiecał nawet do obszernej świątyni śremskiej swym kosztem przybudować dwie poboczne nawy; ale rychła i niespodziana śmierć tego zacnego wychodźcy udaremniła wykonanie zamiaru. Tymczasem ciągle cierpienia i uporczywy kaszel (pochodzący z rozdęcia płuc) tak mocno osłabiły nieboszczyka proboszcza i taki w nim wyrobiły rozstrój nerwów i tak wysoką drażliwość, że przed trzema laty zrzekł się zarządu i oddal administrację rozleglej parafii księdzu Wawrzyniakowi. Sam zaś nie czując się na siłach, poprzestawał na odprawianiu cichej Mszy Św. o godzinie 9, w niedziele i święta o 10, którą odmawiał z wielkim przejęciem i namaszczeniem. Pacierzy kapłańskich nigdy nie opuścił, chociażby miał i najliczniejsze grono gości. Ostatnio jego lata były nieprzerwanym pasmem cierpień. Kilkanaście razy pokazywała się krew wskutek uporczywego kaszlu, płuca się coraz więcej nadwerężały, oddech utrudniał i lada chwila można się było spodziewać katastrofy. Nastąpiła ona we wtorek zeszłego tygodnia i niepojętym prawie sposobem przedłużyło się jego życie o osiem dni. Próżne były wysilenia sztuki lekarskiej. Już przed rokiem sporządził testament, odprawił spowiedź z całego żywota, oczekując z rezygnacją śmierci, lubo o tym z nikim nie mówił. Ubodzy tracą w nim dobroczyńcę, którego nie rychło zapomną. Nikt bowiem nie odszedł z jego domu bez większego lub mniejszego wsparcia. W każdą sobotę zaś dom jego był jakby w oblężeniu. Był to zacny i wzorowy kapłan w całym znaczenia tego wyrazu, o którym godzi się powiedzieć: „Extinctus amabitur idem”. Przed czterema tygodniami zapadł na bolesną chorobę, zwaną paskiem Św. Franciszka, z której jednak powstał, ale na to tylko, aby w dwa tygodnie później na nowo ulec kilkakrotnemu paraliżowi narzędzi oddechowych. Przed śmiercią dwukrotnie przyjmował a rąk swego administratora Sakrament święty. Pokój tej zacnej duszy, a te kilka słów na świeży grób jego. ] [7].
